Do not listen to their words we will not leave you down. They are traitors to our dead to our history abroad. We sailed on coffin ships to many foreign shores. We were welcomed to their lands and now the turn is ours.
sobota, 05 maja 2012
Calcutta - (NOT) Visiting Mother Theresa
O tym miesce slyszal prawie kazdy. Polowa z tych slyszacych ma na mysli pierwsza prawdziwa stolice Indii, siedzibe wladz kolonialnych, miasto gdzie stacjonowali prawie wszyscy brytyjczycy okupujacy Indie. Druga natomiast czesc pomysli i najbiedniejszym zakatku indii, gdzie Matka Teresa zalozyc musiala wlasne schroniska, gdzie trad, gruzlica, malaria a obecnie caly przekroj innych chorob i dolegliwosci zabija setki jesli nie tysiace ludzi rocznie. A jak to zazwyczaj w Indiach bywa, prawda nie lezy po srodu natomiast jest rownolegle rozlozona po obu skrajnosciach przez co smiertelnikom z innych krajow smieje sie prosto w twarz.



Pierwsze wrazenia? WOW! Naprawde! Przede wszystkim - jest dosc ladnie - przestrzenne, szerokie ulice, kolonialna architektura i generalnie normalne poczucie miasta - cos czego np w Delhi nie ma. Nie jest to moze Colaba w Mumbaiu ale na pewno cos w poblizu. Po drugie, co nawet bardziej zadzwiniajace - jest czysto. Jak na Indie, powiedzialbym Bardzo Czysto! Ludzie nie smieca na ulicy, nie sa specjalnie natretni, nawet jakby gapia sie mniej - mozna powiedziec cywilizacja.
No bo czego by sie spodziewac - kulturowo Bengal Zachodni, bo tak zwany jest ten komunistyczny (!) stan Indii ma duzo bardziej wspolnego z Bangladeshem niz z reszta Indii. Ludzie wygladaja podobnie, mowia w tym samym jezyku (Bengali). Dzieli ich, oprocz koloru paszportu, chyba wylacznie religia (Bangladesh jest muzulmanski, Bengal.. hmm... pojecia nie mam! Sadzac po ilosci swiatyn roznych religii, powiedzialbym ze Chrzescijanski, dalej Hinduistyczny i Muzulmanski, ale glowy ani nawet malego palca u nogi za to nie dam.



Turystycznie miasto jest dosc malo ciekawe - jest Victoria Memorial, jakies parki, kilka muzeow, robiacy wrazenie most Howrah (lubilem go porownywac do Brooklynskiego). Co glownie przyciaga zagranicznych turystow to mozliwosc wolontariatu w schroniskach zakony Matki Teresy. Choc sam nie probowalem, spedzalem wieczory z ludzmi ktorzy robili to na codzien, oraz dni, wieczory i noce z niewiasta ktora wybrala sie tam raz. W skrocie: jest dosc ciezko fizycznie, szokujaco wizualnie a mentalnie te naprawde dzielna i twarda brazylijska wloszke w pewnym momencie stac bylo tylko na zamkniecie sie w lazience w celu wyplakania sie.



Jednego wieczoru mielismy nawet okazje zasmakowac zycia nocnego dzieki jednemu czlowiekowi ktory kiedys na pare dni zakotwiczyl w HexTax a obecnie wrocil w celach mocno personal (wybranka zostala przeze mnie oceniona bardzo nisko), pomieszkuje w Kalkucie i calkiem sobie chwali. Musze jednak przyznac ze przy Delhijskim czy Bombayskim, zycie nocne tutaj jest srednio wytworne.



Ogolnie? Calcutta, czy jak ja kaza sobie wolac ostatnio Hinduscy nacjonale - Kolkata - zaskakuje na plus. Ladne, rozwijajace sie miasto z mniej wiecej tymi samymi problemami co reszta Indii, za to z kilkoma plusami ktorych na polnocy prozno szukac. Doszlo do tego, ze nawet 40 stopniowe upaly i ogromna wilgotnosc mnie nie przerazily.

19:02, karol.krochmal , Globetrotter
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 maja 2012
Perfect Scam?
Beda tutaj dwie niezalezne historie - chronologicznie w sensie mojego timeline'a zapoznawania sie z nimi:
Dara o ktorym juz wczesniej wspomnialem opowiadal jak spotkal pewnego Londynczyka w Mumbaiu ktory podobno zostal pobity i okradziony. Facet faktycznie wygladal nieciekawie - mial wybity zab i ogolne potluczenia. Dara zabral go do ambasady brytyjskiej ktora niespecjalnie byla pomocna. Ofiara podobno mieszka na Goa, ale jako ze nie miala zadnych pieniedzy, nie miala jak sie tam dostac. Gosc poprosil Dara o pomoc w sponsorowaniu taksowki ktora miala wyniesc ok 30000INR, czyli dobre 2tys PLN. To troche sporo jak na backpackersa a nawet jesli ktos zarzeka sie ze odda, ryzyko straty takiej kwoty jest dosc spore. Jednak Dara, po spedzeniu z gosciem kilku godzin, naprawde mial wrazenie ze sprawa jest powazna i mimo ze pare rzeczy wyraznie nie gralo (nikt z rodziny czy przyjaciol nie mogl pomoc? nikt nie odbieral telefonu? Naprawde taxi jest lepsza dla cierpiacego faceta niz klimatyzowany autobus-sleeper??), facet wylozyl ok 6000INR zaliczki za taksowke na Goa - moze troche zeby zbic z siebie brzemie odpowiedzialnosci, ale jednak.
Druga historia, opowiedziana tego samego wieczora przez wspomnianego szkota, ktory w/w historii nie znal: Dwa czy trzy dni wczesniej w Palolem miala miejsce jakas bijatyka - jeden brytyjczyk i jeden hindus (z wygladu) wszczeli burde z wlascicielami baru. Ci najpierw ich wyprosili, pozniej zagrozili, a gdy pijani w sztok agresorzy znow zaatakowali, sposcili gosciom gorzki lomot za pomoca najbardziej popularnej bialej broni w kraju - bambusowych kijow. Ten wygladajacy na hindusa stracil w wyniku walki zab.

W tej chwili nasze oczy zaswiecili sie, a Dara dodal: ten londynczyk o ktorym wspomnialem, byl indyjskiego pochodzenia. Z niedowierzaniem pozbieralismy fakty: fryzura, budowa ciala, wiek - wszystko sie zgadzalo!!!! Wyglada wiec na to, ze ktos zaplanowal scam doskonaly, wydusil na litosc, bazujac troche na lojalnosci backpackersow kilka tysiecy rupii a odkrylismy co naprawde sie stalo czystym zbiegiem okolicznosci. Co prawda, wciaz jest mozliwosc ze cala hostoria z pobiciem i rabunkiem byla prawdziwa a facet wspomniane 100 GBP odda - jesli tak sie stanie, bede baaardzo zdziwiony i natychmiast o tym fakcie poinformuje.

Bombai Pit Stop

Jak zawsze po czasie kilku dni czy tygodni na plazach Goa, autor potrzebuje troche przeciwienstwa - troche tlumu, troche smrodu, a zamiast izolacji i pustkowia, odrobine tlocznych ulic,halasu samochodow i tlumu wrzaskunow na kazdym rogu.
Tym razem, troche ze wzgledu na wlasne lenistwo i chec zmiany, postanowilem pozyc zyciem turysty i zamiast zatrzymywac sie w znanym i lubianym Innie 'U Szalonej Ankity i Popieprzonej Natashy', pojechalem tam gdzie swoje kroki kieruje wiekszosc backpackersow - do schroniska Armii Zbawienia 'Red Shield'. Nazwac warunki podstawowymi to understatement - po 10 osob w pokoju, kilka lazienek na pietrze, wiatraki dzialajace lub nie... ale za to masa ludzi z calego swiata i miliony opowiesci do wysluchania. 
Juz zaraz po przyjezdzie zgadalem sie z pewnym austiakiem ktory przyjechal do Indii... samochodem! Zajelo mu to 2 miesiace, ale to tylko dlatego ze miesiac spedzil podrozujac po Pakistanie i... podobalo mu sie! Jako ze musialem kupic bilety, poszedlem na spacer w tamta strone z pewnym amerykanskim zydem z Californii (ktorego oryginalne nazwisko to David Schlomovsky i oczywiscie jego babka pochodzi z Polski). Po drodze spotkalismy kolejnego czlowieka z tej samej bajki - Eliah ktorego tym razem ojciec byl polakiem a sam bohater dochrapal sie nawet polskiego paszportu - sam nie wie dlaczego mu go wydano, skoro nigdy tam nie byl, po polsku ani slowa, ale opcja otwartego rynku pracy UE byla wystarczajaca zacheta. Polazilismy caly dzien, dla znajacych miasto, z Colaby przez VT dalej przez Marine Drive do Hanging Gardens i Mahalaxmi. Jako ze upal i kilometry dawaly sie we znaki, zakotwiczylismy w jakim pubie w Phoenix Mall, wrocilismy na wieczorna kolacje na ktora dolaczyla Lavina i pewien szalony Kandyjski Chorwat Kaylen (facet w czapeczce Canucks ma z gory wysokie szanse na zostanie dobrym kumplem). Gosciu od razu zapowiedzial sie ze bedzie w PL na EURO by dopingowac kraj swoich przodkow. Impreza rozkrecila sie typowo: siedzielismy nad brzegiem morza, coraz ktos dochodzil, przechodzil, wyjezdzal, handlarze starali sie nam wcisnac wszystko od dmuchanych gigantycznych balonow przez marijuane po bron krotkolufowa a policjanci koniecznie chcieli nas aresztowac czy tez wydusic jakies drobne za wiadomo-co.
Nastepnego dnia z Davidem oraz Dara - poznanym wczesniej Irlandczykiem - poszlismy na spacer po Colabie ale jako ze kazdy z nas mniej wiecej wszystko to znal, zabralem chlopakow najpierw na Juhu by pokazac dlaczego nie nalezy kapac sie na plazach w Bombayu, dalej na spacer bo Bandrze by zobaczyc jak mieszka smietanka miasta. Przechodzac kolo domu Shah Rukh Khana zapukalismy do budka straznika, powiedzielismy z kamienna twarza ze bylismy umowieni, ale dowiedzielismy sie ze topowy celebryta kraju obecnie jest w studiu. Nasze zapewnienia ze przekazal nam zebysmy zaczekali w srodku nie przekonaly straznika i zostalismy z niczym. 
Wieczorem, zabierajac ze soba jeszcze zdecydowanie zbyt mocno zaangazowanego w psychotropy niemieckiego geja oraz zbyt pijana brytyjke, odwiedzilismy pub lub dwa, ale orientujac sie ze nasze nowe towarzystwo wizerunku przesadnie nie poprawia, wyslalismy ich na jakas impreze ktora zdecydowanie bardziej bedzie sie im podobac. Jako ze chlopaki caly czas gadali o Indyjskich weselach, postanowilem ich na jakies wkrecic. Jadac Marine Dr, zauwazylem superposh wesele, wydalem generalne instrukcje i po 5 minutach bylismy w srodku zajadajac sie smakolykami weselnymi a ja rozkoszowalem sie widokiem rozdziawionych geb amerykanina i irlandczyka bedacych calkowicie zdezorientowani goscinnoscia, otwartoscia gosci weselnych  oraz faktem ze gdy szczerze poinformowalismy ich ze przyszlismy 'z ciekawosci', ci zaprosili nas i nawet przedstawili rodzinie nowozencow.



Nastepnie jeszcze na krotka randke z poznanymi wczesniej niewiastami naszych zachodnich sasiadow (spoiler alert: jedna z nich z pochodzenia byla syryjka co wiele tlumaczy) a reszte nocy przegadalismy w hostelu z jeszcze jednym szkotem ktorego dziewczyna jest polka (Aberdeen, po Inverness to widocznie kolejne polskie miasto na polnocy UK). Facet byl przeszczesliwy gdy wytlumaczylem mu ze Wojciechowska wymawia sie jak Voychehovska. 
Okolo 5am opuscilem towarzystwo chwytajac za plecak udalem sie w kierunku mojej ulubionej stacji kolejowej na swiecie. Kolejne 30 godzi w pociagu poto by nastepnego dnia w poludnie pojawic sie na przeciwleglym wybrzezu Indii, w miejscu gdzie mnie jeszcze nie bylo. Zachodni Bengal i Kolkata - Here I Come!
12:07, karol.krochmal , Globetrotter
Link Dodaj komentarz »
Leaving Goa...
Przykazanie jedenaste: Na Goa bedac, do internetu nie zagladac, na mejle nie odpowiadac, bloga nie pisac.
Spelnione. 
Kolejne dni czy tygodnie (kto by to zliczyl) w sloncu, na plazy przy falach, pracujac nad opalenizna (by nie za mocno, by nie za slabo a tym bardziej zeby nie schodzila skora), surfowac i inne takie z wieczorami w Loekie Cafe na open mic nigh pospiewujac sobie i pogrywajac (trzeba bylo slszec jednego irlandczyka imieniem Alex wykonujacego Two Blue Lights Songs: Ohia w towarzystwie jeszcze dwoch bebdniarzy), ewentualnie na plazy, taplajac sie w wodzie o polnocy albo dzielac sie swierzymi rybami wielkosci reki z dlonia. 



Tak, te wszystkie cudowne rzeczy przerywane byly co najwyzej jednodniowa wycieczka na plantacje przypraw gdzie w calkiem ciekawy sposob pokazywano, przedstawiano i opowiadano nie tylko o tym jak rosnie chilli, ananasy (oj, myla sie ci ktorzy widza je na palmach), kawa (myla sie ci ktorzy widza ja na krzakach), ale tez jak przyrzadza sie fenny i inne takie smakolyki. Byla wycieczka do Old Goa, czyli miasta ktore kiedys wielkoscia i prestizem przewyzszalo Londyn czy Lisbone, ale jako ze kiedys oznacza kilkaset lat, obecnie zostaly tylko koscioly, bazyliki i inne takie, a cale inne wszystko jest w ruinach.
Byla w koncu weekendowa wyprawa na Goa Fest na poludnie gdzie odbywala sie wielka gala dla wszystkich ktorzy zaangazowani sa w ogolnie-rozumiany 'advertising' business. 'Co ma Karino z advertising' zapyta sie, calkiem slusznie, Szanowna Wycieczka - otoz, jak to zazwyczaj, karino mial przyjaciol delegatow ktorzy to zapewnili mi czlonkostwo, mozliwosci uczestnictwa w reklamowej gali oscarowej oraz w after partach i jeszcze after after partach. 



Byla tez w koncu wyprawa do Palolem - czyli prawdopodobniej najbardziej uroczej, najbardziej slicznej wioski na calym Goa, gdzie palmy cudnie zawijaja sie nad kilkunastometrowej szerokosci plaza, gdzie fale sa idealne do surfowania a bliskosc wysepek sprawia ze przecietnego fitu czlowiek za jakiego sie dumnie uwazam, moze wziac kajak i dotrzec do nich wioslujac kilkadziesiat minut przez zatoke.



To wszystko razem polane jeszcze sosem tego o czym po prostu nie chce mi sie (lub nie wypada) pisac, sprawia ze nie chce sie jakos stad wyjezdzac. No ale coz - sezon sie konczy, shacki sie zamykaja, rezydenci wyjezdzaja, zrywaja sie wiatry, piasek zaczyna szczypac w oczy, wiec chyba czas w droge z dziwna swiadomoscia graniczaca z pewnoscia ze ktoregos dnia beda z powrotem na Goa.
12:03, karol.krochmal , Globetrotter
Link Dodaj komentarz »
Armonia
Ci co znaja mnie troche wiedza ze od zawsze bylem fanem networkingu w kazdej mozliwej postaci. Znajomi znajomych sa moimi znajomymi i basta. Co prawda myslac w ten sposob okazuje sie ze znam jakies cwierc miliona ludzi, ale co tam - lubie tak myslec wiec czemu nie?!
Nic dziwnego wiec ze gdy stara (sic) dobra kolezanka z czasow TCSowych wspomniala o swojej przyjaciolce przylatujacych na 6 miesiecy do Indii i Bangladeshu by uczyc sie (choc moze lepiej, pobierac nauki), zwiedzac i wolontaryzowac, z checia obiecalem ze niewiaste wezme pod swoje skrzydla. I tak oto ktoregos poranka wtargnela w progi HexTax Armonia. Dziewcze glosne, twarde, harde ale przy tym niezwykle urokliwe. Spedzilismy razem dzien w Delhi po czym kazdy ruszyl w swoja strone. Pare tygodni pozniej zlapalismy sie na chacie i okazalo sie ze Indie dla kolezanki nie byly specjalnie goscinne. Czujac sie zobowiazany (lub po prostu: czujac sie), postanowilem ze przybywam z odsiecza - spedzilismy wiec razem pare dnie w Kalkucie i oczywiscie bylo miodzio. W koncu odstawilem panne na autobus do Dhaki, sam wsiadlem w pociag w przeciwna strone i tyle nas widziano!



Szanowna Wycieczko - pozwolcie ze zaprosze do odwiedzenia blogu bohaterki tego wpisu - ostre jak brzytwa spostrzezenia, komentarze jak na backpackersa przystalo z mocnym wlasnym kulturowym filtrem, stanowczosc stwierdzen i ciekawe komentarze, a przede wszystkim artykul o Delhi z mocnym zaznczeniem HexTax (ZDJECIE!!!). Oddaje w rece Szanownej Wycieczki link do blogu MicroWorld.
11:13, karol.krochmal , Media
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Indian Train Tickets for Dummies

Czesto gesto zdarza sie ze moi znajomi prosza mnie o pomoc w kupnie biletu na pociag. Okazuje sie bowiem ze wszystko co powinno byc w miare proste (podejdz do okienka - kup bilet - zaplac - odejdz), w Indiach potrafi od prostego byc tak daleko jak Kashmir od Kanyakumari. Innymi slowami: daleko bardzo.
Indie cala swoja siec kolejowa zawdzieczaja anglikom, w zadzie to jedyna dobra rzecz oprocz jezyka ktora kolonizatorzy zostawili (krykiet? Herbata z mlekiem? Ruch lewostronny?). Pociagi dojezdzaja niemalze wszedzie, sa naprawde niezle, tanie i oferuja takie standardy o jakich nam sie moze marzyc - sa dostosowane do potrzeb wszystkich - od masowek bez jakichkolwiek reserwacji po klimatyzowane, prywatne dwuosobowe pokoje z pelnym cateringiem. Zeby jednak zaznac takich wygod trzeba pokombinowac.
Kupno biletu przes obcokrajowca jest dosc skomplikowane - po pierwsze, trzeba miec lokalny numer telefonu by zalozyc konto na indyjskim serwisie, dodatkowo nie mozna placic miedzynarodowymi kartami kredytowymi. Jesli jednak jakims cudem uda nam sie przejsc przez te niedogodnosci, zawsze musimy liczyc sie z trafieniem na Waiting List - przeklenstwo podroznych! 
Jak sie to dzieje bowiem ze indyjskiej pociagi sa zawsze pelne?? Overbooking! Jesli wykupiono wszystkie bilety, kolejni kupujacy (po zaplaceniu, a jakze!) trafiaja na WL na wypadek jesli ktos z podroznych zrezygnuje, a ze dzieje sie tak dosc czesto, mozna liczyc ze dostanie sie do pociagu nawet jesli ten jest juz wyprzedany. W takim wypadku niesZczesnik sprawdza z niecierpliwoscia co kilkadziesiat minut ktory jest w kolejce i ile jeszcze osob zostalo przed nim. Jesli sie uda - swietnie, jesli jest sie chocby pierwszym na WL - sorry, winnetou, nie jedziemy. Ostatecznie lista zamykana jest na 4 godz przed odjazdem i wtedy wiemy juz wszystko na pewno. 
Taka to wiec sytuacje mialem podczas wyjazdu na Goa - zabookowalem bilet ok 30 godz przed odjazdem, liczac ze mi sie uda. W momencie bookowania mialem WL12, wiec obiecujaco. Tego samego wieczora kolejka spadla do WL8 wiec bylo dobrze biorac pod uwage ze mialem wyjezdzac nastepnego wieczora. 
Kolejnego poranka osiagnalem WL7 ale od tamtej chwili wszysto utknelo. Ok 1600 wciaz bez zmian, zaczalem wiec rozgladac sie za alternatywa autobusowa (mniej wygodnie, drozej, dluzej). Deadline byl ok 1900, a tutaj ok 17.45 kolejka spada do WL4. Jest nadzieja. Czekanie, nerwowka, szukanie autobusow, w koncu deadline, sprawdzenie: JEST miejsce, ekstaza, radosc, pitcher z Lavina w drodze na stacje Victoria i tak oto jestem w drodze, w pociagu, slucham dracej sie hinduskiej rodzinki i nie moge doczekac chwili gdy otworze rano oczy spogladajac na czerwona ziemie i palmowe lasy Goa.
15:01, karol.krochmal , Dziennikarsko
Link Dodaj komentarz »
Due South
Czas na update'y z drogi - zostawilem Delhi za soba - kupienie biletu bylo niemalze traumatyczne, wejscie do pociagu nieco lzejsze a w momencie opuszczania stacji Hazrat Nizamuddin czulem juz zadatki ekscytacji. 
Podroz spedzilem w ciekawym, miedzynarodowym towarzystwie - kolezanka szwedka, kolega subhararyjski afrykanin ze zdecydowanie francuskojezycznej czesci, do tego rodzinka z mauritiusa mowiaca w przedziwnym jezyku Kriol (choc oprcz tego plynnie po angielsku, francusku i hindi (!). Podroz prawie dwutysiecznokilometrowa zajela uplynela szybko - wsiadlem, pojadlem, usnalem, zjadlem sniadanie i bylem w Bombayu. 
Tam weekend minal typowo - get togethers, brunche, spotkania przy kawie i innych takich, po czym w niedzielny wieczor wsiadlem w kolejny pociag by nastepnego poranka obudzic sie 600 km dalej, w mojej chyba ulubionej czesci Indii - polnocnym Goa. 
Tak, Szanowna Wycieczko - przejechanie pociagiem z Delhi do Bombayu (ok 1800km) zajmuje 16 godzin, z Bombayu na Goa (ok 600-700km) okolo 8 godzin (trasa prowadzi przez gory). Zdanie to dedykuje wszystkim podrozujacym polskimi pociagami na linii Wroclaw - Warszawa: 350km w 7 godzin!!
15:01, karol.krochmal , Globetrotter
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 marca 2012
Indiaklasa
Po sukcesie Indyjskiej Ligi Krykieta o ktorej pisalem dawno dawno temu, przyszedl czas na replikowanie modelu - powstala liga hokeja na trawie, odpalila z wielka pompa i jakiestam mecze sa rozgrywane, natomiast plany, jak to naogol w Indiach, siegaly duzo dalej: bo skoro Indie podbily juz prawie wszystko i wszystkich, to czemu nie rzucic sie na podboj Europejskiej swietosci: futbolu!?
Jak postanowiono tak zrobiono - stworzono pare druzyn (ulokowanych glownie w Bengalu jako ze tamten region jest stolica pilki kopanej), pozatrudniano nawet dosc znane nazwiska, pozniej, jak zwykle w Indiach, przeprowadzono draft w wyniku ktorego pilkarscy emeryci ktorych nikt nigdzie nie chcial zostali przypasowani do lolalnych druzyn. I tak oto Hernan Crespo trafil do Basarat Euro Musketeers, Fabio Cannavaro to Bengal Tuskers, Robbie Fowler reprezentowac bedzie Kolkata Camelians, Robert Pires Manchester Howrah (serio!!), Jay Jay Okocha Durgapur Vox Champions a Joan Pablo Sorin - Haldia Heroes. Obiecalem ze nie bede sie smial z druzyn nazewnictwa wiec slowa dotrzymam.... Machester Howrah.... 
I wszystko byloby cacy gdyby nie jeden fakt o ktorym to rozpisuje sie znany i lubiany portal Zczuba.pl: otoz byly organizacje, byly federacje, byly nawet druzyny zabraklo tylko... stadionow!
Wiecej w temacie 'Pilka indyjska a sprawa Polska' do przeczytania tutaj.
09:04, karol.krochmal , Media
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2012
Rajdhani Postcard
Data: 6/03/2012
Czas: 18:50
Miejsce: pociag August Kranti rajdhani Express relacji Bombay Central - Delhi Hazrat Nizzamudin

Uwielbiam pociagi Rajdhani! Uwielbiam ponad samoloty! Troche zdrowia i wysilku zajelo mi zdobycie biletu na ten konkretny ktory dystans prawie 2 tys km pokonuje w niecale 16 godzin. Jade w klasie najnizszej z mozliwych co w przypadku pociagow Rajdhani oznacza klimatyzowane sleepery z pelnym kateringiem. Zanim na dobre wystartowalismy przyszla taca z kanapkami, snackami i innymi. Jeszcze w granicach Bombayu herbatka czy tez kawa. Przyszedl kelner pytajac sie na jakie dania mam ochote na kolacje i sniadanie. Biala posciel i koce juz czekaja kiedy tylko bede mial ochote isc spac. Kotary czy tez zaslonki pozwalaja skutecznie i calkowicie oslonic sie od otaczajacego swiata. Ucz sie, PeKaPie!
Siedze w towarzystwie dwoch dosc leciwych malzenstw, kawalek dalej jakas parka nerdow siedzi na laptopach caly czas, pewnie udajac przed soba nawzajem ze robia jakas wazna prace bo w koncu ekieta korporacyjna zadnemu z nich nie zezwala na zamkniecie maszyny przed drugim.
Za oknem robi sie coraz ciemniej - szkoda - stepow, lasow i gor widac coraz mniej. Popatrze wiec przez chwile - z reszta - przy tym kolysaniu i tak nie sposob trafiac w klawiature.

PS. A dworzec w Bombayu z ktorego wystartowalem wyglada tak
10:09, karol.krochmal , Globetrotter
Link Dodaj komentarz »
Arpora Night Market
W sobotnia noc na Goa udalem sie na wycieczke do miejscowosci Arpora. Market to dosc specyficzny - zaczyna sie naogol okolo 19.00, konczy o 3 nad ranem. By uniknac dzikich tlumow, wyruszylem z Mandrem okolo 2300, podroz starusienkim wynajetym Enfieldem trwala jakies 45 minut, wiec sporo - pewnie czesciowo dla tego ze przekladnia biegow znajdow nie dosc ze znajdowala sie tam gdzie normalnie jest hamulec a biegi dzialaly dokladnie odwrotnie niz we wszystkich innych motorach ktorymi mialem okazje jezdzic do tej pory.



Dotarlem wiec nieco przed polnoca a tutaj niespodzianka. Ze wzgledu na wybory w stanie Goa, market byl zamykany wczesniej. Przechadzajac sie obserwowalem wiec zamykajace sie stoiska, ludzi dopijajacych drinki przy barach i generalnie jeden wielki rozgardiasz. W koncu nie bylo po co krecic sie po okolicy, wsiadlem wiec na motor i w droge powrotna. 
Jako ze mialem juz nieco wprawy w ujezdzaniu tej niebieskiej bestii, komfortowo jechalem dosc szybko az do momentu kiedy silnik zaczal kaszlec, pierdziec az w koncu umarl. Stanalem w srodku niczego, byla pierwsza w nocy. Rozejrzalem sie wokol, w oddali zobaczylem jakis budynek. Szczekanie psow obudzilo wlasciciela ktoremu wytlumaczylem w jakis sposob brak paliwa w moim rumaku, ten powiedzial ze gdzies tam dalej jest sklep i zeby sprobowac tam. Poszedlem, popukalem, pokrzyczalem i oczywiscie nie znalazlem w okolicy zywego ducha. Wrocilem wiec nieco juz zdezorientowany, choc caly czas z przekonaniem ze w koncu jestem na Goa wiec wsyzstko jakos sie rozwiaze. Gospodarz nieco zdziwiony postanowil wziac sprawy w swoje rece i nogi, a dokladniej nogi swojego syna. Dal mu butelke w reke, po jakis 15 minutach chlopak wrocil z litrem paliwa. Podziekowalem we wlasciwy sposob, wlalem w bak, odpalilem i po kolejnych 30 minutach, okolo 2am bylem juz z powrotem.
To kolajna z historii ktore brzmia naprawde rewelacyjnie... z perspektywy... i na blogu...
10:05, karol.krochmal , Globetrotter
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59