|
piątek, 29 stycznia 2010
You Are An Asshole campaign on Facebook!
Nie wiadomo jak i dlaczego, ale czwartkowy poranek rozpoczal sie zadziwiajaco! Jak zawsze, zanim Karino otworzy druga powieke na wiecej niz 50%, pierwsze oko juz zerka co tam na facebooku.. a tutaj niespodzianki: teskna wiadomosc od jakiejs dziwnej osoby nijak niewspolmierna do ostatnich wydarzen, szczegolnie w kontekscie wydarzen czwartkowego wieczoru (lubie czwartki!) a do tego niejaka Harmansha (pozdrawiam!) ni z tego ni z owego zostawila mi na wallu notke: YOU ARE AN ASSHOLE!
Coz, nie myslac wiele, juz mialem ja usunac, ale zaraz zaraz... bo w koncu jak zaprzyjaznieni celebryci mawiaja - lepiej zeby mowili zle niz mieliby nie mowic wcale, w zwiazku z tym, zamiast na 'erase' kliknalem na 'Like' co wywolalo cala lawine ludzi podpisujacych sie kliknieciami w ten sam przycisk oraz zostawiajacy komentarze jak wielkim 'assholem' ten :karino jest! Zapraszam wszystkich do zabawy - wystarczy kliknac w ten link - jesli zas ktos nie jest przyjacielem moim na facebooku, oglaszam weekendowa amnestie w ramach ktorej przyjmuje requesty od ludzi ktorych nie znam, nie lubie i pewnie nigdy nie polubie! A co! How To Be An Alien
I znow z Georgem Mikesem w tytule.. i nawet gdzies tam w glebi powolujacy sie na jedna z moich ulubionych czytanek! A wszystko dlatego ze znalazlym bardzo ciekawy artykul na stronach Economista.
Co prawda nie calkiem odnosi sie to do osob zamieszkujacych srodkowoeuropejski kraj Polska zwany, ale do wiekszych miast Europy juz bardziej. O tym ze byc 'obcym' to teraz juz calkiem normalne, o tym ze w zasadzie teraz juz nikt obcym nie jest. Troche o psychologii i mentalnosci naszych ukochanych emi- i imigrantow i o tym dlaczego jest w dzisiejszych czasach tak prosto a jednak wciaz tak trudno! Polecam w szczegolnosci wszystkim braciom i siostrom w emigracji!
czwartek, 28 stycznia 2010
Worst: Annexure
Pograzajac sie w dekadenckim bagnie zamartwiania sie z okazji najgorszego okresu w roku (choc wciaz zastanawiam sie czy nie najlepszego), prawgne przedstawic Szanownej Wycieczce kolejny dowod supportujacy teorie:
W poniedzialkowa (no bo kiedy indziej?!) noc, jedna ze wspollokatorek postanowila wracac do domu dosc pozno, motorem. Jak wiedza wtajemniczeni, w Indiach w zimie panuja straszne mgly, a przez straszna mgle rozumiem brak mozliwosci ujrzenia dwoch stron tej samej drogi, ewentualnie dwoch przerywanych linii na jej srodku. W takich to okolicznosciach przyrody, do motoru podbiegl jeden z bezpanskich psow i zabawiajac sie z jadacymi na nim, ugryzl Beatriz w lydke! Niby nic, niby nic, ale licho nie spi - pojechali w nocy do jakiejs kliniki gdzie stwierdzono odrywczo 'ugryzl pania pies'. Co nastapilo pozniej nie bylo juz jednak tak przyjemne jako ze biedactwo musi teraz przejsc serie zastrzykow ktore podobno sa duzo mniej przyjemne niz samo zostawienie sladu zebow czworonoga. Cala rodzina laczy sie z bohaterka w bolu, wlasnych smutkach i cierpieniach. I wszystko byloby pieknie tragicznie, gdyby caly ten zbieg okolicznosci nie byl tak przefantastycznie zabawny!!!! :)
środa, 27 stycznia 2010
Worst (??)
Kiedys juz pisalem o zaszczytnym tytule Najgorszego Dnia W Roku ktory to jakis amerykanski pseudonaukowiec wyliczyl i nadal trzeciemu poniedzialkowi roku. Jakos tak dziwnie sie sklada ze zawsze w okolicy tego czasu dzieje sie wiele rzeczy - do konca nie wiadomo czy dobrych czy zlych, na pewno takich o ktorych pisac na blogu nie do konca mozna, a z cala pewnoscia nie wypada.
Nie inaczej bylo i tym razem. Nie chodzi juz o sam poniedzialek, ale bardziej o caly, nieco rozciagniety, tydzien. Pierwszy weekend spedzilem w mroznym, opustoszalym na zime, Manali - lubie miejsce a i towarzystwo bylo wyjatkowe. Nastepnych kilka dni po powrocie bylo totalnym huraganem ktory przetoczyl sie przez moja glowe, z pozytywna kulminacja w czwartek ktory z cala pewnoscia moge nazwac Najlepszym Dniem Od Bardzo Bardzo Dawna. I oczywiscie od tamtego czasu rzeczy zaczely sie pieprzyc, czesto na wlasne zyczenie, przez wlasna glupote czy tez naiwnosc co doprowadzilo do przesilenia we wtorkowy Dzien Republiki. Ale co tam - nie o tym tutaj... tymczasowo pomieszkuje u nas Lavina ktora przyjechala zalatwic formalnosci wizowe przed swoja przeprowadzka na Costa Rica. Historia ta jest niemniej pogmatwana od mojej - w Bombayu wyslali ja do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Delhi by podbic jakis papier niezbedny do wydania wizy przez ambasade CR. W Ministerstwie odeslano do jakiegos innego biura gdzie w koncu poinformowano laskawie, ze dziewcze musi najpierw uzyskac jakas pieczec w biurze w... Bombayu! TII.... Wszystko to mialo miejsce w feralny poniedzialek... Coz jeszcze? Zawodowo kolejny projekt przesuwany jest na nie-wiadomo-kiedy, czyli generalnie na wtedy kiedy jakis ktos pracujacy na codzien z klientem zdecyduje sie laskawie odpowiedziec na mejla. Wiedzac jednak ze w Indiach jak w starozytnosci - poslow przynoszacych zle wiadomosci nie traktuje sie zbyt dobrze, oczekiwanie na odpowiedz moze trwac w nieskonczonosc co nalezy sobie zdefiniowac samemu - perspektywa ogladania Olimpiady na zywo niestety odsuwa sie znacznie. Na dodatek tego wszystkiego, budzac sie we wtorkowy poranek (tak, poniedzialkowa noc!!), nie bylem w stanie ani wstac z lozka ani sie wyprostowac - po kilku miesiacach nieobecnosci, ponownie pojawila sie kontuzja plecow ktorej to mialem nadzieje powiedziec juz 'farewell' na dobre. Jak wiec Szanowna Wycieczka widzi, a Forrest Gump zaobserwowal juz dawno, zycie jest jak pudelko czekoladek - nigdy nie wiadomo co sie komu trafi. Oj, bedzie sie dzialo..... Miasto Spotkan ????
Smutno czyta sie takie teksty swiadczace o tym ze Wroclaw wcale nie jest takim supercool milym, pieknym i przyjaznym miastem jak chca to widziec jego mieszkancy. Oczywiscie, element pieprzacy ogolny wizerunek znajduje sie wszedzie a takie zjawiska jak to wyzej opisane moga sie zdarzyc na kazdym zakatku swiata. Jednak reakcja wladz, tudziez sluzb ktore odpowiedzialne sa (byc powinny!) za zapobieganie podobnym sytuacjom tudziez dochodzenie po fakcie, smuci chyba bardziej niz samo zajscie. I wystarczy tylko z tego miejsca pogratulowac postawy pani doktor Paszkowskiej z PWr - prywatnie mojej matce chrzestnej z ktorej, mimo ze od wiekow nie widzianej, jestem dzis naprawde dumny!
wtorek, 19 stycznia 2010
Karino w Radio i na video
Po serii namowien, prosb i grozb udalo sie wyciagnac z Radia Wroclaw wywiad ktorego mu udzielilem na poczatku roku. Rozpoczyna sie od ogolnej rozmowy na tematy Indii By przejsc do meritum - naszej wyprawy do Leh i Kashmiru oraz jej 'dostepnosci' dla przecietnego zjadacza polskiego chleba. Z 'panem z radia' jestesmy juz umowieni na jakies wieksze pogadanie w wiekszym gronie, ale zanim to nastapi wiele jeszcze wody w Gangesie uplynie. Calosc przyozdobiona jest zdjeciami roznymi do ktorych nie trzeba przywiazywac specjalnej wagi. Wszystkie komentarze mile widziane! Alex's New Year
Ostatnimi dniami 2009 i pierwszymi obecnego, dzialo sie wiele nie tylko w Europie ale i w Indiach - i to nie mam tu na mysli rozwodow, zwolnien itp ale rowniez i calkiem przyjemnych, podrozniczych wyzwan.
Choc oczywiscie i tutaj nie moze byc pieknie - jakos ten czas sponsorowany byl przez nieszczescie. Wesola wycieczka domownikow HexTax oraz Kapoors zebrala szyki i wspolnie udali sie na poludniowe mierzeje kraju zaliczajac kilkudniowy pobyt w Bombayu gdzie to podroz zakonczyla sie dla Alexa i Mari. Jak i dlaczego?? Jak wiadomo, jedna z glownych atrakcji miasta jest podroz lokalnymi pociagami, wiszenie zza drzwi trzymajac sie jedynie raczki czy tez klamki oraz robienie zdjec w tych pozycjach. W tym odcinku, Szanowna Wycieczka dowie sie, dlaczego wszyscy opowiadaja o wypadkowosci takiego zachowania oraz dlaczego niekoniecznie sie w tym myla. Gdy przyszla kolej na Alexa, ten wyhylajac sie nie zauwal zblizajacego sie z predkoscia pedzacego pociagu slupa, tudziez nieoszacowal dlugosci przedramienia czym samym te dwie jednostki zaszly w kolizje. Jak wygladaly nastepne chwile nikt nie wie - majaca byc swiadkiem Lavina opowiadala cos o pijanych obcokrajowcach wypadajacych z pociagu, lecz po weryfikacji faktow okazalo sie ze jesli ktos mial byc pijany to wlasnie Lavi, z pociagu nikt nie wypadl, a w ogole to jej na miejscu zdarzenia nie bylo. Zagadke wypadku pozostawiam wiec kwestii wiary. Faktem pozostaje, ze cala wycieczka zebrala sie do kupy, stwierdzila ze wszystko OK i paracetamol jest dobry na wszysttko, pozwiedzala, zaliczyla impreze czy tez dwie i dopiero drugiego dnia po zdarzeniu, 'na wszelki wypadek' i 'by wykluczyc inne ewentualnosci' Alex przeszedl sie do miejscowego lekarza, ktory dokonal obserwacji dosc oczywistej, do dokonania ktorej nie trzeba byc ortopeda. Reka Boga Alexa na przeswietleniu wygladala bowiem tak: Witamy w klubie klientow Indyjskiej Opieki Medycznej! Wkrotce planujemy rozpoczac wydawanie legitymacji czlonkowskich!
środa, 13 stycznia 2010
Latanie
Karino lubi latac. Kiedys nawet wymyslil sobie ze fajnie byloby byc pilotem, ale gdy w glowie przestalo szumiec uswiadomil sobie ze monotonia by go zabila. Ale sympatia do lotnisk, samolotow, totalnie randomowych ludzi w nich spotykanych oraz sytuacji bliskich absurdom pozostala mimo ze klne ilekroc przychodzi mi czekac w kolejce do odprawy, pozniej na spozniajacy sie samolot - przez ostatni miesiac wszystki linie lotnicze razem wziete osiagnely zadziwiajaca skutecznosc spozniania odlotow 50% zas przylotow 100%!!! (probka zawierala 4 elementy).
Mialem co najmniej 3 pomysly na ten artykul - jeden do opisywanie ladowania w Delhi, kiedy to samolot na chwile przed ladowaniem dostal chyba jakis podmuch czy cos, przekrecil sie o jakies 30 stopni w lewo, dotknal pasa jedna strona (kolami znaczy sie), podbil, wyprostowal i wyladowal... a niektorzy juz byli bladzi :) Scenka druga to lotnisko we Frankfurcie i caly zamet spowodowany spoznionymi lotami, sniezycami, ludzmi uwiezionymi tam na swieta oraz wszystkimi innymi splotami zdarzen dziwnych (np szukanie maszyny do odmrazania skrzydel przez 30 minut czy kolowanie przez kolejna godzine nad miastem w kolejce do ladowania po 1.5 godzinnym locie z Wroclawia) Watek trzeci, najlepszy, ktoremu pewnie kiedys poswiece znacznie wiecej czasu, Polskie Linie Lotnicze LOT! Nie mowie juz o za duzych gitarach, popielniczkach w samolocie, siedzeniach niemozliwych do rozlozenia nawet w Business Class i zimnych kanapkach - to akurat zwalam na relikty PRLu, choc takie gadanie 20 lat po jego upadku jest troche zenujace - nie, nie dla mnie Prosze Szanownej Wycieczki, dla LOTu... Mistrzostwem swiata byla jednak wypowiedz kapitana samolotu z Wroclawia do Frankfurtu, pana Wojciecha Rysia (pozdrawiam!) ktory stwierdzil (cytat zanotowany na miejscu!!!): (...)Pogoda do ladowania jest dobra mimo ze spodziewamy sie niskiego pulapu chmur, mocno padajacego sniegu oraz silnego wiatru z polnocy. Wolalbym nie wiedziec co kapitan uwaza za zla pogode, ale coz - zaczynam wierzyc w te przyslowie ze polski pilot nawet drzwi od stodoly przelatywa.. oblatywa... fruwa...
wtorek, 12 stycznia 2010
Keira Is You
Zacny slaski zespol emowy (jakze ja lubie to slowo) Hariasen ktoremu lata swietlne temu karino nakrecil nawet teledysk, po zderzeniu z walcem polskiego mainstreamu zakonczyl swoja dzialalnosc czas jakis temu a na jego gruzach, wokalista, kierowca i ktostam inny zalozyli formacje nowa.
Ciezko powiedziec czy to kierowani bardziej urokiem osobistym czy talentem aktorskim Keiry K. (czy moze to bylo cos jeszcze innego??), formacje nazwano Keira Is You, podobno mozna uslyszec juz probki nagran w bohemskich piwnicach Chorzowa czy Wolowa, chodza tez sluchy ze Julie i spolka kolaboruja w jakiejstam, nieznanej jeszcze formie, ze Szwedzka formacja Jeniferever - znana i lubiana przeze mnie ne tylko ze wzgledu na nazwe (celowo czy nie zaczerpnieta z wczesnych kompozycji Smashing Pumpkins) ale glownie z faktu iz wydana przez nich w zeszlym roku plyta Spring Tides okazala sie jednym z bohaterow, jesli nie najlepsza plyta 2009! Polecam wszystkim strone zespolu na myspace oraz teledysk/wideo do jednego z kawalkow. Opinie mile widziane. Happy New Year
Po kilkunastodniowej walce ze sniegami Europy, zajadania sie kebabami, serkami plesniowymi popijanymi czerwonym winem, salami, pasztetami i innymi barszczami czerwonymi, karino wrocil do swojego niesamowicie zimnego od marmurowych podlog lecz goracego od atmosfery, HexTaxowego mieszkania w Gurgaon! Na przelomie lat, a wedle niektorych i dekad, pozmienialo sie sporo - jakies trzy zwiazki (choc nie do konca moznaby tutaj uzyc sformulowania 'relationships') sie rozpadly a Fesy na dodatek zostala zwolniona (na co towarzyszaca nam telefonicznie Lavina wybuchnela gromkim smiechem...). Na dobre czy na jeszcze lepsze - teren zostal oczyszczony co zapowiada niezle perspektywy na nadchodzace miesiace! Wczoraj, podczas zakrapianej polskimi pamiatkami narodowymi, kolacji domowej, bedac w nieco romantyczno-melancholijno-filozoficznym nastroju, zgodzilismy sie ze 2010 bedzie rokiem zmian, szalenstw, udanych eksperymentow, wielkich zdarzen oraz (kolejnych) zrealizowanych marzen czego sobie i wszystkim czterem czytaczom bloga z glebi serca zyczy autor. |
Archiwum
Ostatnie notki
|