Do not listen to their words we will not leave you down. They are traitors to our dead to our history abroad. We sailed on coffin ships to many foreign shores. We were welcomed to their lands and now the turn is ours.
Blog > Komentarze do wpisu
Back to India
I oto wrocilem! WOW! To chyba najdluzsza przerwa bez Indii - od Marca 2014 do Lutego 2017 wiec prawie 3 lata bez odwiedzania, bez przepysznego jedzenia, bez klaksonow na kazdym kroku, bez rikszy, ulubionych knajp i innnych miejscowek.
Na szczescie abstynencja dobiegla konca.
Piatek w pracy oczywiscie byl goracy, ale gdzies w srodku czulem juz absolutna ekscytacje. Kiedy w koncu opuscilem biuro, z wielkim usmiechem na twarzy pobieglem do domu, zamienilem garnitur na moje ulubione spodnie 'podrozne' i taka sama koszulke, buty garniturowe na letnie trampeczki, zarzucilem letnia kurteczke i mimo ze taki stroj srednio pasowal do temperatury w Toronto, zabralem plecak, wskoczylem w metro i udalem sie na wyjatkowo pustawe lotnisko Pearson. Chwile zabawilem w terminalu po czym zasiadlem w bezposrednim samolocie relacji Toronto-New Delhi. Tak, Szanowna Wycieczko, jesli ktos zna sie troche na geografii jest w stanie wyobrazic sobie ile taka podroz zajmuje. 
Samolot startuje i kieruje sie prosto na polnoc, zachacza o Grenlandie i tnie kolo podbiegunowe zeby wyleciec z drugiej strony w okolicach Norweskiego Tromso. Dalej na wschod, lot nad Murmanskiem, Symeria, Omskiem dalej chyba nad Kazakhstanem i innymi -stanami prosto do Delhi od polnocy. Dzieki temu 'skrotowi' nad biegunem, lot trwa 'jedynie' 13.5 godziny. Wylecialem o 21:20, przylecialem o 21:40... nastepnego dnia.
A ze byla to sobota i komitet powitalny w postaci Javeda i Fereshteh typowo indyjskim zwyczajem sie spoznil, ja udalem sie wprost do zaprzyjaznionej knajpy gdzie zaprzyjazniony DJ Rufus prowadzil typowa Delhijska podtancowke. Bylo wysmienicie!



Pewnie gdzies tak okolo polnocy pojawili sie w koncu zagubieni Fereshteh i Javed oraz po jakims jeszcze czasie David - znany i lubiany HexTaxianin ktory rowniez w tym czasie postanowil odwiedzic Delhi. 
Gdy juz po wyjsciu i przejsciu dobrego kilometra staralismy sie lapac riksze, przybiegl jakis facet i pyta sie czy ja jestem Karol. No jestem. Ten mi mowi ze tutaj jest adres i jest impreza i ze jestesmy zaproszeni a on jest przyjacielem Reshaada. Spoko, idziemy. Problem byl tylko taki ze sie nieco pogubilismy i na impreze doszlismy moze ok. 3 rano gubiac jeszcze po drodze Javeda i Davida. Dowloczyslismy sie do hotelu w turystycznej i smierdzacej dzielnicy Paharganj ok. 5am - dla mnie w totalnym jetlagowym letargu bylo to maximum na co moglem sie zdac po jakis 50 nieprzespanych godzinach. Tak, bylem ponownie w Indiach!
poniedziałek, 06 marca 2017, karol.krochmal

Polecane wpisy