Do not listen to their words we will not leave you down. They are traitors to our dead to our history abroad. We sailed on coffin ships to many foreign shores. We were welcomed to their lands and now the turn is ours.
Blog > Komentarze do wpisu
Searching for a job - part one: Calgary
W ramach szeroko zakrojonej kampanii "MBA szuka pracy", autor niniejszego bloga obudzil sie o nieprzyzwoicie wczesnej 5am, wskoczyl w reprezentacyjny garnitur, udal sie na lotnisko by po nieco ponad godzinie wyladowac w stolicy prowincji Alberta, miescie-gospodarzu pierwszych zimowych igrzysk olpijskich jakie pamietam, oraz zdecydowanie najbogatszym miescie Kanady* - Calgary.
Wyladowalem, bylo mroznie i slonecznie. Dla kogos z Vancouver ktory nie przywykl do jakis minusowych temperatur wydawalo sie to calkowita zima. Jak jednak perspektywa sie zmienia zostalem przekonany juz w taksowce kierowanej przez brazylijska emigrantke ktora stwierdzila ze "to jeden z najcieplejszych dni tej zimy". Najcieplejszy my ass! Minus 5 stopni nie pozwalal oddychac nie mowiac nawet o jakimkolwiek zwiedzaniu - dotarlem do centrum, pokrecilem sie po okolicznych budynkach polaczonych zamknietymi promenadami, popodziwialem widoki z 31. pietra biurowca Suncor i tyle... a co za widoki to byly??? Ot, plaski, brazowy kraj bez jakiegokolwiek drzewa czy platka zieleni. Jakby ktos mial rozwolnienie nad cala okolica. No i do tego ten horyzont - gdzies tam daleko, setki kilometrow dalej.
I w ten sposob uswiadomilem sobie ze jestem Vancouverczykiem. Ze nie potrawie zyc bez zieleni wokol, bez widoku gor kazdego dnia (choc te akurat z jednej strony miasta mozna ujrzec w Calgary), ze ocean i wzniesienia sa koniecznie do szczesliwej egzystencji. Miasto nie podobalo mi sie zupelnie, choc podobno okoliczne Rocky Mountains sa ciekawsze i piekniejsze niz te w BC ale coz - tego nie dane mi bylo zobaczyc.
Co jeszcze? No tak - kultura lokalna. Alberta to taki Texas Kanady. Na ulicach glownie pickupy, ludzie chodza w skorzanych kurtkach z fredzlami i kapeluszach, a na pamiatkach narodowych wystepuja konie. Najwiekszym festiwalem lokalnym jest cos co nazywa sie Stampede czyli wlasnie jakies imprezy wokol konkursow ujezdzania, rodeo czy innych glupot (prosze wybaczyc ignorancje).
Moja wizyta w miescie trwala moze 4 godziny, po czym siedzialem juz w samolocie do Vancouver ktory to... musial przed startem zostac odmrozony. Nie, Szanowna Wycieczko, to nie miejsce dla mnie, nawet za 100% wiecej kasy!


 
*) Tak, musze to dodac - dotychczas praca w Calgary oznaczala kokosy, a na kazdego kto tylko pojawil sie w okolicy ropa i mrozem plynacej czekali rekruterzy, firmy placace nieziemskie cuda, oraz firmy dajace jeszcze wiecej. Doszlo do tego ze wielkie i znaczace firmy maja problem z zatrzymywaniem pracownikow jako ze ci sklonni sa isc do biura obok ktore i tak zawsze pewnie zaoferowac jest w stanie jakies 20 tys dolarow wiecej.
Oczywiscie raj zarobkowy trwal jak dlugo ropa byla w cenie. Gdy zas jej ceny spadly ze 150 do 50 USD za barylke strach blady padl na Calgary i na pracownikow. Firmy przestaly przyjmowac a zaczely zwalniac. W ciagu ostatnich miesiecy dobrych kilka tysiecy pracownikow biurowych firm energetycznych zostalo zwolnionych w zasadzie bez wiekszych perspektym na znalezienie czegos w krotkim okresie. Koniunktura is a bitch!
wtorek, 03 lutego 2015, karol.krochmal

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Aquitania12lm@gmail.com, 205.189.94.*
2015/02/13 16:44:10
Witam,
Co prawda sie nie znamy, ale znalazlam przypadkiem Twoj blog o Indiach, gdyz sie tam wybieram i robie " another research before my trip". Bardzo mi sie podobaja Twoje wpisy z wrazeniami z tego kraju. Ubawilam sie czytajac je.
Bylam w Indiach w ubieglym roku i juz co nieco wiem o co tam " biega", ponadto mam znajomych z Indii (Bihar).
Oczywiscie moje 2 miesiace w porownaniu z Twoimi latami, to " peanuts". Ale moglam porownac moje przezycia z Twoimi.
Co ciekawe, kiedy wspominales o Peru - ja tez tam bylam, niestety nie za dlugo, ale zawsze...mieszkalam kilka lat w Hiszpanii, latwo sie dogadac.
No i Vancouver - skad ja to znam?...:)
Przeciez mieszkam tam od 22 lat.
Czy to "destiny"...karma?
Jak to zwal, tak to zwal, ale jest mi milo, ze byles w miastach , w ktorych i ja bylam i aktualnie jestes w Vancouver, gdzie mieszkam od 20 lat. Co prawda jest roznica wieku miedzy mna a Toba, ale to nie powinno nas powstrzymywac od kontaktowania sie, chociazby anonimowo...lol
Zycze Ci wszystkiego najlepszego, zarowno w zyciu osobistym jak i zawodowym.
Lece w marcu do Indii ponownie na tyko:::((( 4 miesiace, ale niesie mnie tam strasznie, jestem zafascynowana tym krajem, a w Mumbai chcialabym pomieszkac chociaz pol roku....marzenia...

Serdecznie pozdrawiam , tym razem z Toronto
Aquitania
-
2015/02/21 05:09:21
Hey Acquitania!
Swiat jest najwidoczniej bardzo maly - Vancouver uwielbiam i mam nadzieje ze zostanie moim domem na dluzej i na mocniej niz Indie kiedykolwiek byly (choc NAPRAWDE byly).

Znajdz mnie mnie na facebooku lub gdziekolwiek indziej. Pozdrawiam i powodzenia w Indiach - zazdroszcze przeokrutnie!

K.