Do not listen to their words we will not leave you down. They are traitors to our dead to our history abroad. We sailed on coffin ships to many foreign shores. We were welcomed to their lands and now the turn is ours.
Blog > Komentarze do wpisu
simply...GOA
Jest jedno takie miejsce.... no dobra, jest moze kilka takich miejsc w Indiach ktore sa jak odskocznia od rzeczywistosci, ktore relaxuja, stymuluja i pozwalaja w pelni naladowac energia. Jednym z takowych, moze i najwazniejszym jest Goa o ktorym to pisalem juz tam, siam i owam.
Tym razem glownym pretekstem do wyprawy prawie 3000 km na poludnie bylo wesele Roshika - towarzysza TCSowej doli i niedoli. Na cale szczescie wybranka owego zostala Priyanka - GOAnka z krwi i kosci. Moze zabrzmi to dosc szorstko ale gdyby wesele mialo miejsce na drugim koncu Delhi, z pewnoscia znalazlaby sie wymowka by sie na nim nie pojawic. Jednak zrezygnowac z 5 dni nad brzegiem cieplego morza, gdzie pogoda jest idealna, drinki tanie a towarzystwo zawsze dopisuje, byloby nie do pomyslenia!
Okazalo sie ze podobnego zdania, oprocz 2 moich wspolpracownikow bylo 11 znajomych z ktorych nikt pana mlodego nie widzial na oczy! Zaden problem! Zorganizowalismy spotkanie integracyjne, by juz tydzien pozniej ubrani w etniczne stroje, razem plasac na jego weselu grubo ponizej zwrotnika!
Po krotce przedstawie bohaterow naszej wybrawy. Reprezentanci HexTax, obok mnie, Ira, Mari, Basia, nasz nowy skarb - Beatriz - zwana tu i owdzie jako FES (odsylam do That 70's Show) oraz permanent resident Rouf polaczyli sily z wyjatkowymi jednostkami spod znaku The Kapoors - Safiye, Yasmina, Yasmine, Simon & Alex wspomagani przez ich 'cousin Kapoor' Jasmin. Calosc okraszona przez obecnosc cudownej towarzyszki, znanej niektorym Laviny tu i owdzie kojarzonej pod pseudonimem Aniolek ktora to cala noc telepala sie autobusem z Bombayu by potowarzyszyc nam w calkowicie dekadenckim spedzeniu kilku dni naszej marnej, indyjskiej egzystencji. 13 osob, 5 kontynentow, 5 dni totalnej rozoszy!
Zeby nie zanudzac, Agenda wyprawy:
Sroda:
Przylatujemy, razem z innymi 'weselnikami' ladujemy na lotnisku Diabolim - umieszczonym na samym brzegu morza na tyle blisko ze ladujac, wydaje sie jakbysmy mieli wodowac. Dokujemy sie w eleganckich hotelach w stolicy Goa - Panjim! Wieczorem kolacja i 'bachelor party' w najlepszym na Goa klubie Tito's. Wracamy do hotelu nad ranem; ja trace glos.
Czwartek:
Ostro spoznieni ladujemy na ceremonii zaslubin w swiatyni niedaleko Margaon na poludniu stanu. Smiejemy sie ze skacowanego Roshika na tronie i dyskutujemy o urodzie jego wybranki. Po poludniu ja wraz z Basia, Roufem i Simonem na krotko wypadamy do Candolim Beach gdzie udaje nam sie wynajac pol pensjonatu na kolejne 3 dni. Zamiast taksowki, w droge powrotna udajemy sie trzema wypozyczonymi motorami. Reszta odwiedza lokalne plaze i poszukuje odpowiedniej slubnej wiazanki. Wieczorem kulminacja - reception party gdzie to z parkietu naszych dziewczyn nie sciagnalby nawet ciagnik z bronami i cala wsia chlopa.
Piatek:
Przenosimy sie do Candolim, spedzamy calutki dzien na plazy, uprawiajac Goanskie sporty tradycyjne: jogging po plazy, podtapianie innych, ucieczki przed jellyfishami, konsumpcje seafoodow przeroznych, bodysurfing (stad moje kolana pozbawione zostaly resztki skory) oraz cale mnostwo Kingfisheringu i tym podobnych. Wieczorem na genialne party do Baga Beach, wrocilismy slaniajac sie na nogach.
Sobota:
Ta mniej przytomna czesc powtarzala kapitalny dzien poprzedni, natomiast odwazni ktorzy postanowili usiasc na dwukolowcach (Ira, Alex, Bea, Simon, Jasmin, Mari, Lavi & myself) ruszyli na podboj polnocnego Goa - zaliczylismy kilka plaz gdzie na niektorych bylismy sami! Lunch na Arambolu, zachod slonca i nocna kapiel w Medrem! Awesome! Po powrocie, jako ze w hotelu nie bylo pradu, chlodzilismy sie przy swiecach w basenie, a nastepnie na dinner & drinks do naszego ulubionego Inferno!
Niedziela:
Czesc ktora zakochala sie w polnocnym Goa wyruszyla na powtorke z rozrywki, jednak jako ze Jasmin po drodze miala bliskie spotkanie z pojazdem innej marki, cala wycieczka przeniosla sie do szpitala w Vagatore - skonczylo sie na jednym (slownie: jednym) szwie, strata paznokcia u nogi i pokaznych zadrapaniach na calym ciele. Oddzial zoologiczny naszej grupy zdecydowal sie na wyprawe w morze na podziwianie delfinow oraz barbeque na jakiejs calkowicie opuszczonej plazy.
Poznym popoludniem jeszcze wspolny obiad, ostatnie shoty Fenny - lokalnej wodki robionej na orzechach Cashew i powrot do smutnej rzeczywistosci Gurgaon.
Jak bylo?? Polecam przeczytac powyzsza agende po raz kolejny, przejrzec zdjecia i zastanowic sie nad zasadnoscia zadanego pytania :)

poniedziałek, 09 listopada 2009, karol.krochmal
Komentarze
Gość: MJ, 85.232.234.58
2009/11/09 16:48:22
GRATULUJE i zajebiscie zazdroszcze... ;(
-
2009/11/09 18:28:22
:) dziekuje :)

a jak L?? ;)
-
Gość: , static-78-8-147-190.ssp.dialog.net.pl
2009/11/10 15:12:51
nienawidzę was... WSZYSTKICH;)
-
Gość: n., static-78-8-147-190.ssp.dialog.net.pl
2009/11/10 15:13:32
to pisałam ja... natalia...