Do not listen to their words we will not leave you down. They are traitors to our dead to our history abroad. We sailed on coffin ships to many foreign shores. We were welcomed to their lands and now the turn is ours.
Blog > Komentarze do wpisu
Nepal (p. 2) - The Ultimate Ride
...jak tylko zblizylismy sie do autrobusu okazalo sie ze ten jest juz calkiem zdrowo zapchany - weszlismy wiec do kabiny kierowcy (oddzielony jest drzwiami, cos jak w samolocie), tam juz tez ok 10 osob bylo, wyrzucilismy z siedzen jakis dwoch szerpow ktorzy to prosto z osmiotysiecznikow zeszli i mielismy ok. 1,5 siedzenia na nas dwoch. Wysiedzielismy moze z pol godziny, potem ja przenioslem sie pod siedzenie (doslownie) liczac ze bedzie choc odrobina wygodniej - nic z tego - w koncu niezrazeni piorunami na zewnatrz i gradobiciem ktore skonczylo sie tuz przed odjazdem, wskoczylismy na dach! Rewelacja!!!! Przyjemna bryza, sporo miejsca, blyskawice coraz to rozswietlajace niebo i ukazujace niezapomniane kontury himalajskich szczytow. Po prostu petarda! Oczywiscie do czasu az zaczelo padac... wtedy wyciagnelismy skas jakies worki foliowe, zapakowalismy sie w nie, ale niespecjalnie pomoglo - nad ranem, dojechawszy do Kathmandu bylismy totalnie przemoczeni i zziebnieci i musielismy do zycia przywrocac sie goraca herbata.
Wraz ze swierzo poznana Kanadyjka wynajelismy pokoj w okolicy Thamel - przyjazna, bazarowa okolica i walking distance do buddyjskiego miasteczka. Gdy Kuba walczyl o wize do Indii (tudziez spedzal czas z nowopoznana slowianka), ja bujalem sie po miescie, bladzilem i szukalem sposobu zeby na 'za 2 dni' byc w Delhi. Pozniej jakies male zakupy, rajd szlakiem klubow Kathmandu, dziesiatki rozmow z rikszarzami o tym co oni moga nam zaoferowac (od podwiezienia poprzez marihuane, heroine po nepalskie niewiasty) w koncu do upragnionego snu w lozku - jak sie pozniej okazac mialo - jedynego podczas podrozy.
Nazajutrz, kiedy wszyscy 'domownicy' jeszcze spali, ja zostawiwszy Kube z jego wizowymi problemami, siedzialem w autobusie w droge powrotna do Sonauli. 10godzinna podroz minela spokojnie nie liczac 2 godzinnego postoju spowodowanego przez awarie jakiejs ciezarowki na waskiej, gorskiej drodze. Pod wieczor przekroczylem granice (tym razem bez wiekszych problemow) i wsiadlem w autobus do Gorakhpur. Tam pelen nadziei na zlapanie pociagu okolo polnocy, skierowalem sie na dworzec, jednak okazalo sie ze moja jedyna nadzieja na dostanie sie do Delhi o czasie zostala odwolana :/ Majac do wyboru - czekac do nastepnego dnia i probowac cos lapac, lub szukac alternatywy, ruszylem wraz z wlasnie poznana francusko-niemiecka parka na przystanek autobusowy. Udalo sie znalezc bezposredni do Delhi. Konduktor zapewnil ze podroz zajmie 10 godzin, ale nawet przez chwile mu nie wierzylem (pociag jedzie 13).
Z tych obiecanych 10ciu, zrobilo sie 23 godziny w lokalnym trupie, kurzu i brudzie, w towarzystwie wydarzen pokroju linczu na kolesiu przylapanym na kradziezy komorki, kilkudziesieciominutowych drzemkach jesli tylko znalazlo sie odrobina miejsca, podziwianiu umiejetnosci kierowcy ktory pedzil jak szalony czy w koncu, na jakies 80km przed Delhi, postoju w gigantycznym korku kiedy to juz moje nerwy puszczaly i chcialem sam korek pokonac pieszo - doslownie! Juz mialem bagaz w reku kiedy nagle zaswitala iskierka nadziei i cos sie ruszylo...
Jak juz dotarlismy do Delhi, ok 21, to okazalo sie ze zamiast przy Kashmiri Gate jestesmy na Anand Vihar, czyli zupelnie przeciwny koniec miasta - najpierw wiec autobus, pozniej metro z 2 przesiadkami, pozniej kolejny autobus, krotki spacer i na 2. polowe meczu ligi mistrzow udalo sie dotrzec do domu!
Nepal jest zupelnie inny niz Indie - spokojniejszy, cichszy.. ludzie sie usmiechaja do siebie i wydaja sie inni nie tylko z wygladu - jak wiadomo tutaj sa bardziej 'chinky'. No i jednak Nepalki (Nepalanki??) to tak calkiem, calkiem.... Najbardziej meczaca, wykanczajaca i szalona podroz od kiedy tutaj jestem, za to przygod co nie miara!
czwartek, 03 maja 2007, karol.krochmal

Polecane wpisy